Zobaczyła zdjęcie Stasia i bezgranicznie pokochała
Los nie oszczędzał tego maluszka. Biologiczna mama zrzekła się praw rodzicielskich do synka zaraz po tym, jak Staś przyszedł na świat. Później długimi miesiącami chłopczyk czekał na adopcję. Niestety brakowało chętnych. W końcu jednak znalazł miłość. Serca nowych rodziców otworzył nietypową fotografią.
- Chłopczyk z samochodzikiem w ręku. Sfotografowany od tyłu na korytarzu. To zdjęcie pani Magdalena zobaczyła na naszym profilu w mediach społecznościowych. I coś w niej wtedy drgnęło. Nie powiedziała mężowi. Po prostu napisała do nas w sprawie adopcji - opowiadają pracownicy Fundacji Gajusz.
Staś ma kochający dom
Gdy później wspomniała o Stasiu mężowi, ten początkowo był sceptyczny. - Nic z tego nie będzie - mówił. Pani Magdalena jednak nie odpuszczała. - Nie ukrywam, byłam natarczywa - śmieje się dziś, wspominając tamten czas. W końcu usłyszała od małżonka coś, co było rodzajem przepowiedni: - Jak będzie nam dane zostać rodzicami Stasia, to się nam uda - powiedział.
I rzeczywiście się udało. W styczniu zobaczyli się z chłopczykiem po raz pierwszy. Potem było drugie spotkanie, w trakcie którego malec wdrapał się na kolana pani Magdy. - On chyba czuł po prostu, że to jest ten moment. Szansa, by mieć rodziców. Rozkochał nas w sobie i już wiedzieliśmy, że jest wspaniałym chłopcem - wspominają nowi rodzice.
6 marca przyszła decyzja z sądu o adopcji, a dzień później Stasio zamieszkał już w nowym domu.
Babcia zrobiła rosołek. A trzy pieski i cztery kury zyskały nowego przyjaciela. Najpierw Staś był nieufny, ale szybko stał się ich najlepszym kompanem. Dziś ma swoją grządkę, grabki i taczkę. Zasadził z tatą pomidorki, a nawet gruszę.