Krzysztof Rutkowski zaangażowany w sprawę oskarżenia o molestowanie w przedszkolu w Babiczkach. Awantura na konferencji! [WIDEO]

2021-02-23 9:10 be
Krzysztof Rutkowski zaangażowany w sprawę oskarżenia o molestowanie w przedszkolu w Babiczkach. Awantura na konferencji!
Autor: patriot24.net

Sprawa rzekomego molestowania w przedszkolu w Babiczkach pod Łodzią budzi wiele kontrowersji. Zaangażował się w nią były detektyw Krzysztof Rutkowski, który w poniedziałek (22.02) zorganizował w Łodzi konferencję z udziałem dyrektorki, jej syna oraz rodziców, a także mediów. Atmosfera spotkania była gorąca. Część rodziców nie wierzy w oskarżenia.

Przypomnijmy, o sprawie zrobiło się głośno po emisji programu "Uwaga" na antenie TVN. Rodzice dzieci z prywatnego przedszkola pod Łodzią twierdzą, że były one tam krzywdzone przez wówczas 16-letniego syna dyrektorki. Z opisu rodziców wynikało, że kilka miesięcy temu maluchy zaczęły naśladować w domu kontakty płciowe, a wybrane z nich w ogóle unikały pytań na temat przedszkola. Jak informuje "Uwaga", jedno z dzieci przyznało swoim rodzicom, że 16-latek masturbował się w jego obecności. Chłopak miał się ponadto obnażać, kazać dzieciom, by go całowały i dotykały go w miejsca intymne, i wtykać im język w usta. "Tato, on mi kazał leżeć, wypinać p…, i wkładał mi…" - miało powiedzieć swojemu ojcu inne z dzieci. Sprawę bada prokuratura.

CZYTAJ TEŻ: Rodzinna awantura na łódzkim Widzewie: mężczyzna RANIŁ ŻONĘ I SYNA, po czym uciekł. Grozi mu DOŻYWOCIE

Zaangażował się w nią również Krzysztof Rutkowski. W poniedziałek (22.02) zorganizował konferencję prasową z udziałem dyrektorki, jej syna oraz rodziców, a także mediów.

- Ja ich nie bronię, bo jeżeli cokolwiek złego zrobili, to sam doprowadzę do tego, żeby ponieśli konsekwencje, ale niech przedstawią swój punkt widzenia - mówił na wstępie. W jego ocenie materiał "Uwagi" był tendencyjny. Zarzucił, że dziennikarka nie dała oskarżanej stronie możliwości przedstawienia swojego punktu widzenia, nie rozmawiając nawet z nastoletnim Patrykiem.

Dramatyczna akcja Detektywa Rutkowskiego. Udaremnił handel podrobionymi maseczkami

Jak się okazało, część rodziców nie wierzy w oskarżenia, czemu dała wyraz m.in. atakując przybyłą na miejsce dziennikarkę TVN. Podczas konferencji jeden z rodziców potwierdził, że wypowiadał się dla stacji, ale nikt nie usłyszał jego głosu w tej sprawie. - Pani z TVN-u chciała z nami rozmawiać i rozmawiała, niestety ta rozmowa nie została upubliczniona - powiedział Piotr Berski, którego córka uczęszcza do przedszkola w Babiczkach.

I dodał: "My wierzymy w kompetencje najlepszych prokuratorów, najlepszych biegłych sądowych, ale to my najbardziej kochamy nasze dzieci i najlepiej je znamy. My z nimi rozmawiamy, my je kąpiemy, my je utulamy spać, my naprawdę wiemy, że nie mamy podstaw do obaw".

- Nasza córka uczęszcza do tego przedszkola od dwóch lat. Według mnie osobiście, najlepszą rekomendacją jest to, że żaden z rodziców przez okres, kiedy trwa ta sytuacja, swojego dziecka z tego przedszkola nie wypisał. Tam cały czas uczęszcza 25 dzieci - mówił Dawid Rezler, rodzic innego dziecka. - Zobaczcie, ilu nas dzisiaj tutaj jest. Zmobilizowaliśmy się, przyszliśmy, żeby wesprzeć panią Monikę - dodał.

Murem za synem stoi dyrektorka przedszkola w Babiczkach, Monika Podpora Świrk. - Nigdy do niczego takiego nie doszło. Znam swoje dzieci - mówi. - Jedynym problemem mogło być czasami to, że przedszkole mieści się w domu - mówi kobieta. - Mam też dwójkę młodszych dzieci, które chodziły do tego przedszkola, nawiązały przyjaźnie i te dzieci przychodziły czasami po zajęciach, za zgodą rodziców, do domu, do pokoju, pobawić się, ale nic takiego nie było. Mój syn nikomu nie zrobił nigdy krzywdy, żadnemu dziecku, wręcz był lubiany, pomocny. Dzieci prosiły "włącz nam bajkę, przynieś coś". On był zawsze moją prawą ręką. Przez pewien czas byliśmy sami, on mi pomagał. Nigdy nie miałam z nim żadnych problemów, dobrze się uczył - broni syna.

Kobieta była w szoku, kiedy dowiedziała się o oskarżeniach. - 24 lutego o godzinie 14 jedziemy z Patrykiem do Kalisza na badanie. Jest termin wyznaczony przez Sąd i nie mamy nic do ukrycia - mówiła w związku z badaniami u seksuologa.

Jak czytamy na portalu Radio Łódź, w nieskazitelność syna dyrektorki punktu przedszkolnego w Babiczkach wątpi pełnomocnik rodzin dwójki dzieci, które miały zostać pokrzywdzone. Mecenas Jarosław Szkudlarek przesłuchał nagrania rozmów rodziców ze swoimi dziećmi, jak również obejrzał nagranie wideo z przesłuchań w "niebieskim pokoju".

- Jestem cały czas w kontakcie z Fundacją "Słonie na balkonie". Rozmawiałem z panią prezes Fundacji, jak również z psychologiem prowadzącym jednego z małoletnich. Obydwie panie w 100 procentach są pewne, że dochodziło do czynów na tle seksualnym - mówi.

Śledztwo nadzorowane jest przez Prokuraturę Regionalną w Łodzi.