Łódź: PRZYTRZAŚNIĘCIE DZIECKA przez drzwi tramwaju. Stanowisko motorniczego i relacje świadków! [NOWE FAKTY]

2020-08-06 12:55 Emilia Białecka
Łódź: PRZYTRZAŚNIĘCIE DZIECKA przez drzwi tramwaju MPK na ul. Zaolziańskiej: Mamy stanowisko motorniczego oraz relacje świadków! [NOWE FAKTY]
Autor: BE /archiwum/zdjęcie ilustracyjne

O przytrzaśnięciu dziecka przez drzwi tramwaju na przystanku przy ul. Zaolziańskiej pisaliśmy w miniony wtorek. Według mamy 4-letniej dziewczynki, córka została zepchnięta przez zatrzaskujące się drzwi, jej rączka utkwiła pomiędzy drzwiami, a ona wpadła w szczelinę, pod tramwaj. - Trzymałam te drzwi. Gdyby się zamknęły, tramwaj by ruszył i przejechał po dziecku - relacjonuje wciąż poruszona matka. Dziś (6.08) swoje wyjaśnienia złożył w MPK motorniczy. W międzyczasie zgłosili się też świadkowie.

Motorniczy, po dwóch dniach wolnego, dzisiaj złożył wyjaśnienia i opisał, jak sytuacja wyglądała z jego perspektywy. - Motorniczy twierdzi, że widział jak dziewczynka wysiada po tym, jak dał sygnał zamknięcia drzwi. Miała rękę wygiętą do tyłu, jakby ktoś ją trzymał. Z obawy, że uderzą ją drzwi, szybko wcisnął przycisk otwierający, tak że one nie domknęły się, tylko od razu otworzyły ponownie. Wtedy rodzice zdążyli wysiąść. Według motorniczego nie jest prawdą, że dziewczynka wpadła w szczelinę - mówi Agnieszka Magnuszewska, rzecznik prasowy MPK-Łódź.

Potwierdził, że ojciec dziecka podbiegł do jego kabiny. - Ojciec podbiegł i zwyzywał motorniczego. Ten nie chciał, żeby doszło do ostrzejszej konfrontacji. Na pewno jego przewinieniem jest to, że nie zgłosił tego zdarzenia do nadzoru ruchu, co było jego obowiązkiem, wynikającym z regulaminu - mówi rzecznik MPK-Łódź.

ZOBACZ TEŻ: "Biegłam kawałek za autobusem, bo nie mogłam wyjąć ręki". Niektóre z tych historii MROŻĄ KREW W ŻYŁACH! [GALERIA]

Przytrzaśnięcie drzwiami dziecka na Zaolziańskiej. Relacja świadka

Do łódzkiego MPK zgłosiła się kobieta, która miała być naocznym świadkiem wydarzeń. Siedziała w drugim wagonie, czyli w tym, w którym sytuacja miała miejsce. Jak opisała przewoźnikowi, motorniczy dał sygnał, a po chwili zamknął drzwi. - Po sygnale kobieta powinna pociągnąć dziecko do tyłu albo wziąć je na ręce, a nie namawiać dziewczynkę do wyjścia - wyraża swoją opinię. - Rozumiem, że dziecko potrzebuje czasu na zejście ze schodów i dlatego rodzic powinien iść przed nim. Ojciec stał za matką i zareagował dopiero, jak drzwi się zamykały - opisuje i jak twierdzi: - Winą motorniczego jest to, że nie zatrzymał się i nie sprawdził, co zadziało się z dzieckiem po fakcie. Według mnie nie miał możliwości zobaczenia dziecka w lusterku.

ZOBACZ TEŻ: Koronawirus: Polska podzielona na strefy! W woj. łódzkim czerwona i żołta! Szumowski: "Otrząśnijmy się z beztroski"

Jak pisaliśmy, łódzkie MPK w międzyczasie sprawdziło zapisy z czarnej skrzynki tramwaju, które dotyczą czasu otwarcia i zamknięcia drzwi na przystanku przy ul. Zaolziańskiej. - Postój z otwartymi drzwiami trwał 26 sekund. Natomiast tramwaj odjechał 4 sekundy po zamknięciu drzwi, czyli zgodnie z relacją rodziców w tym czasie dziewczynka musiała zostać przytrząśnięta drzwiami, wpaść pod tramwaj i zostać spod niego wyciągnięta przez kobietę stojącą na przystanku, a ojciec zdążył w tym czasie podbiec do motorniczego - mówi Agnieszka Magnuszewska, rzecznik prasowy MPK-Łódź.

Mama przytrzaśniętej przez drzwi tramwaju 4-latki w szoku: "Gdyby się zamknęły, tramwaj by ruszył i przejechał po dziecku"

Mama dziewczynki była w szoku, przyznaje, że nie jest w stanie dokładnie określić, ile to trwało. - Jak mała spadła, panie na przystanku zaczęły krzyczeć do motorniczego tak, że usłyszała je kobieta na pasach, która później zgłosiła się do mnie odpowiadając na mój apel. Trzymałam te drzwi. Gdyby się zamknęły, tramwaj by ruszył i przejechał po dziecku. Natychmiast podbiegła pani z przystanku i ją wyciągnęła, my ciągnęliśmy drzwi, otworzyły się i mąż zaraz jak wybiegł, pobiegł do motorniczego - opisuje mama 4-latki.

Łódzkie MPK zapowiada, że po wyjaśnieniu sprawy, wyciągnie odpowiednie konsekwencje wobec motorniczego. - Czekamy jeszcze na informację od policji. Jeśli sprawa została zgłoszona, z wyciągnięciem konsekwencji poczekamy do jej rozwiązania - informuje Magnuszewska.

W Rzeszowie powstanie "zielony przystanek"

Rozwijamy nasz serwis dzięki wyświetlaniu reklam.

Blokując reklamy, nie pozwalasz nam tworzyć wartościowych treści.

Wyłącz AdBlock i odśwież stronę.